POLISOLOKATY – co oznacza wartość godziwa dla Twojej polisy?

finance-related-1636006

W dniu 5 lutego 2018 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli, w sprawie o sygn. II C 1566/17, wydał wyrok, w którym uznał za nieważną umowę ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (jest to tzw. polisolokata). Jest to już kolejnej orzeczenie obok wyroków Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza  (sygn. II C 1484/15) oraz Sądu Rejonowy dla Łodzi-Widzewa (sygn. II C 894/15), które posiada z poprzednimi wspólny mianownik. Otóż we wszystkich trzech sprawach sądy doszły do przekonania, że powodem nieważności umowy ubezpieczenia jest następujący zapis zawarty w ogólnych warunkach ubezpieczenia:

Aktywa netto funduszu wycenia się według wartości godziwej (rynkowej – przyp. mój), pozwalającej na jej rzetelne odzwierciedlenie z zachowaniem zasad ostrożnej wyceny”.

Pojęcie „wartości godziwej” zrobiło niesamowitą karierę wśród zapisów używanych w warunkach umownych stosowanych w polisolokatach. Odnosi się ono do sposobu ustalania wartości inwestycji, w którą były lokowane składki klientów i prawdopodobnie gdyby nie olbrzymie straty osiągane w części z nich, nikt nigdy nie przyjrzałby się owemu pojęciu „wartości godziwej”.

Samo pojęcie „wartość” jest bardzo względne. Przykładowo dla kolekcjonerów sztuki dzieła Picassa są warte miliony dolarów. Natomiast większość osób nie powiesiłaby ich sobie nawet w salonie. Ogólnie przyjmuje się, że coś jest warte tyle, ile ktoś jest za to gotów zapłacić. To założenie znalazło odzwierciedlenie w przepisach rachunkowych, które definiują  „wartość godziwą” jako kwotę, za jaką dany składnik majątku mógłby zostać wymieniony, a zobowiązanie uregulowane, na warunkach transakcji rynkowej pomiędzy zainteresowanymi i dobrze poinformowanymi stronami. Stosownie do właściwego rozporządzenia Ministra Finansów wartość godziwa instrumentów finansowych notowanych na giełdzie wynika z kursu giełdowego. Naturalnie jednak nie wszystkie instrumenty finansowe są notowane na giełdzie. W odniesieniu do tego typu instrumentów „wartość godziwą” ustala się na podstawie modeli matematycznych, do których podstawia się różnego rodzaju dane rynkowe np. stopy procentowe, inflacje itp. Problem w tym, że to od dokonującego wyceny zależy jakie dane weźmie pod uwagę przy ustalaniu „wartości godziwej”.

Spora cześć funduszy powiązanych z polisolokatami inwestowała pieniądze klientów w instrumenty typu opcje. W odniesieniu do tego typu instrumentów finansowych można zastosować następujące metody wyceny np. model Blacka Scholesa, model skończonych różnic, model Monte Carlo lub drzewa dwumianowego. Bardzo często instytucje finansowe, które nabyły opcje, do ich wyceny stosują opracowane przez siebie modele matematyczne, które jedynie opierają się o powyższe modele. W konsekwencji w zależności od wyboru metody wyceny i danych użytych do obliczeń wyniki tej samej inwestycji mogą się od siebie różnić.

Powyższe okoliczności stały u podstaw ww. orzeczeń. Sądy doszły do przekonania, iż  określenie „aktywa wycenia się według wartości godziwej” jest niewystarczające. W warunkach ubezpieczenia powinna zostać wpisana dokładnie metodologia wyceny np. poprzez stwierdzenie, że opcje są wyceniane za pomocą metody Blacka-Scholesa. Brak takiego dokładnego określenia sposobu ustalania wartości inwestycji jest przejawem naruszenia przez instytucje finansowe zasady lojalności kontraktowej i powoduje, że klienci nie są w stanie zweryfikować poprawności wyniku inwestycyjnego zapisanego na ich rachunkach. Ponieważ w umowie nie wskazano metodologii wyceny aktywów funduszu, tylko posłużono się ogólnikowym stwierdzeniem, że aktywa są wyceniane według „wartości godziwej”, nawet osoby posiadające specjalistyczną wiedzę z zakresu finansów nie są w stanie stwierdzić jaką towarzystwo ubezpieczeń zastosowało metodologię wyceny i czy była ona poprawna. Wszystko to prowadzi do wniosku, że umowa nie określała w sposób precyzyjny zasad wpływających na ustalenie wysokości świadczeń należnych klientom, co doprowadziło do nieważności umowy i konieczności zwrotu klientowi zainwestowanych przez niego pieniędzy.

W sprawach polisolokat dostrzegamy wiele podobieństw do spraw Frankowiczów, gdzie w umowach kredytowych wskazywano jedynie, że kurs CHF stosowany do rozliczeń z bankiem jest ustalany na podstawie tabeli walut obowiązującej w banku. Umowy kredytu nie precyzowały jednak w jaki sposób kurs waluty jest obliczany przez bank, a tego typu postanowienia zostały uznane za niedozwolone. Podobieństwo obu tych spraw jest uderzające. Pytanie dlaczego profesjonalne instytucje finansowe wprowadziły do swoich umów tak nieprecyzyjne zapisy? Czy było to tylko przeoczenie, czy celowe działanie nastawione na zysk korporacji?

Autor: Tomasz Majkowycz, adwokat

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress